Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Chapter 3. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Chapter 3. Pokaż wszystkie posty

28 stycznia 2015

Chapter 3

          Podniosłem głowę z łózka. Mocno otworzyłem oczy, żeby się wybudzić. Cały czas trzymałem jej rękę, nawet przez sen, ale nie trwał on długo, może trzy, dwie godziny. Tak bardzo bałem się, że obudzę się i jej tam nie będzie. Jednak nadal tam leżała. Słaba, ale żywa.
           Przeciągnąłem się i spojrzałem na kroplówkę. Musieli ją jakoś postawić na nogi. Pewnie dostawała witaminy. Caroline miała nadal zamknięte oczy. Nieświadomie się uśmiechnąłem. Po 14 latach się odnalazła. Już nikt nigdy by jej nie zabrał, nie skrzywdził. Nie zdawałem sobie sprawy, jaka będzie przed nami długa droga.
           Delikatnie pogładziłem ją po włosach, byleby się nie obudziła. Przestała już być zimna i to był plus. Siedziałem obok niej jeszcze przez chwilę w ciszy. Nie mogłem przestać na nią patrzeć. Żyła i to było najważniejsze. Usłyszałem, że ktoś otwiera drzwi do sali. Odwróciłem się i ujrzałem Johna.
- Śpi – wyszeptałem, a on pokiwał głową. Podszedł do biurka, przy którym dyżurowała pielęgniarka i wziął kartę Caroline. Podszedł bliżej nas i zaczął notować jej funkcje życiowe i sprawdził czy leki są odpowiednio podawane.
- Tak w ogóle, policja wie już o wszystkim, a psycholog powinna się niedługo pojawić – powiedział cicho, żeby jej nie obudzić.
- Media też zaczęły się nią interesować – dodał i dopiero wtedy mnie olśniło. 14 lat to szmat czasu, a dla hien, znaczy się dziennikarzy to świetny temat. Tak bardzo zacząłem się o nią bać. Przecież ona mogła się jeszcze bardziej przerazić i zamknąć w sobie.
- Ale nie wpuszczacie tu reporterów? – zapytałem.
- Skutecznie ich stąd odciągamy. Jakieś plotkary musiały im powiedzieć. Chcą, żeby szpital wydał jakieś oświadczenie w jej imieniu, ale nie sądzę, żeby była w pełni świadoma rzeczywistości – odparł, a ja musiałem się z nim zgodzić. Caroline może i miała 24 lata, ale mentalnie mogła nadal być dzieckiem. Zaczynało się to robić coraz bardziej skomplikowane.
- Jedyne czego chcę to, żeby jej się nic nie stało – wyszeptałem. On delikatnie się uśmiechnął.
- Nie dziwię ci się. Nie wiem czy będę potrafić spojrzeć jej w oczy – powiedział cicho i widziałem jak jego oczy robią się szkliste.
- Czemu? – zapytałem.
- Jak to jest być tak silnym? Ty nie zwątpiłeś, kiedy wszyscy to zrobili. Nawet jej rodzice. Czuję się tak podle. Nawet o niej często nie myślałem – zaczął się tłumaczyć.
- Nie przesadzaj. Nie znałeś jej tak dobrze, a teraz ją uratowałeś – starałem się go jakoś podnieść na duchu. On głośno westchnął.
- Nie będę cię kłamał. Jej stan jest krytyczny, ale stabilny. Myślę, że niedługo będzie już tylko ciężki. Dobrze wiesz, że takie wychudzenie organizmu jest śmiertelnie niebezpieczne. Poprosiłem moją znajomą dietetyczkę, żeby ułożyła dla niej jakąś sensowną dietę – wytłumaczył mi. Wiedziałem, że była długa droga przed nią, a przecież była tak słaba.
              Jednak w pewnym momencie poczułem, że poruszyła ręką. Przycisnęła swojego misia mocno do piersi i mruknęła coś. Chwilę potem otworzyła oczy. Od razu spojrzała na mnie.
- Więc to nie był tylko piękny sen – wymamrotała i słabo się uśmiechnęła. Odwzajemniłem uśmiech, a ona spojrzała na Johna.
- Dzień dobry panie doktorze – powiedziała, a mężczyzna się zaśmiał.
- Witaj Caroline – odparł. – Wybaczcie, obowiązki mnie gonią, zajrzę do was później – oznajmił, a ja wiedziałem, że nie chciał z nią rozmawiać. Bał się tego, że sumienie nie pozwoli mu żyć.
        Kiedy wyszedł, dziewczyna znowu wyglądała na smutną. Zaniepokoiło mnie to.
- Hej, co się stało? – zapytałem z troską. Ona głośno westchnęła.
- Chyba on się mnie brzydzi – wyszeptała i przyciągnęła nogi do piersi. Jej wyznanie mnie zabolało. To było potworne, co się z nią stało. Usiadłem na łóżku obok niej i przytuliłem ją. Musiałem uważać na wszystkie rurki.
- Nie jest tak – powiedziałem, żeby ją nieco uspokoić. Usłyszałem jak cicho chlipnęła. – Hej, nie płacz – szepnąłem. Ona lekko się poruszyła. Powoli odsunęła się ode mnie i usiadła naprzeciwko.
- Źle się czuję. Czy mógłbyś ze mną iść do łazienki? – zapytała. Nieco się zdziwiłem, że odbiegła od tematu. Jednak pokiwałem twierdząc o głową. Wstałem z łóżka i odwróciłem się w stronę pielęgniarki.
- Czy moglibyśmy stąd na chwilę wyjść? – spytałem. Kobieta westchnęła.
- Ale wróćcie szybko – oznajmiła, a ja się uśmiechnąłem. Caroline zaczęła wstawać z łóżka. Jednak nadal była słaba, więc jej pomogłem. Musiałem pomóc jej odpiąć niektóre przewody, ale zostawiłem kroplówkę. Dziewczyna położyła nogi na podłodze i złapała mnie za dłoń. Wstała z moją pomocą i oparła rękę o moje ramię. Ja złapałem ją w tali. Strasznie się bałem, żeby jej nie złamać. To uczucie było okropne.
              Zaczęliśmy powoli iść w stronę korytarza. Pielęgniarka popatrzyła jeszcze na nas podejrzliwie.
- Będziemy w toalecie, jakby co – powiedziałem jej. Wyglądała na spokojniejszą, więc wyszliśmy z sali. Dziewczyna szła bardzo powoli. Starałem się jak najbardziej jej w tym pomóc. Nie zdążyli jej nawet przebrać, nadal była w tych ubraniach, w których ją znalazłem. Trzymała się mocno stojaka na kroplówkę. Widziałem, że nie należało to do najprzyjemniejszych rzeczy, jakie musiała zrobić. Jednak nadal dzielnie szła i starała się być silna.
- Nie chcesz, żebym cię tam zaniósł? – zapytałem. Ona pokiwała przecząco głową.
- Dam radę – wyszeptała. Byłem pełen podziwu dla jej determinacji. Widać było, że chciała walczyć.
             Kiedy znaleźliśmy się przed drzwiami łazienki, ona popatrzyła na mnie z lekkim przerażeniem.
- Od bardzo dawna nie widziałam lustra – powiedziała cicho. Wtedy mocniej złapałem ją za rękę.
- Boję się. Wiem, że wyglądam strasznie. Kiedy szliśmy, ludzie na mnie dziwnie patrzyli. Czy jestem potworem? – zapytała.
            Wtedy moje serce pękło. Jak ona mogła tak sądzić? Kto ją mógł tak zniszczyć? W pewnym momencie przez głowę przeleciała mi przerażająca myśl. Caroline nadal mogła być dzieckiem. Ton jej głosu na to wskazywał. Jeszcze jej wzrok i ogólnie wszystko. Zacząłem tak czuć.
- Nie jesteś potworem, uwierz mi – powiedziałem. Dziewczyna złapała mnie mocno za rękę i nacisnęła na klamkę. Potem powoli ją popchnęła. Czułem jak cała jest spięta i przerażona. Zaczęła niepewnie wchodzić do środka. Zanim znalazła się w środku zamknęła oczy.
- Pomóż mi – poprosiła, a ja złapałem ją za ramiona. Naprowadziłem ją na lustra i puściłem. Jednak ona szybko odnalazła moją rękę i mnie złapała.
- Obiecałeś, że mnie nie zastawisz – przypomniała mi. Głośno westchnąłem. Do tego stopnia była przerażona powrotem do tego, co działo się przez 14 lat, że bała się nie czuć przy sobie czyjejś bliskości. Ten kto ją porwał, musiał ponieść zasłużoną karę. Nie miało to prawa ujść mu płazem.
- Jestem, Caroline. Cały czas jestem przy tobie – oznajmiłem. Dziewczyna nadal się nie uspokoiła. W końcu zaczęła powoli otwierać oczy. Najpierw nieco niepewnie, a kiedy zobaczyła swoje odbicie, maksymalnie je wytrzeszczyła. Puściła moją dłoń i złapała się za usta. Zaczęła potem histerycznie płakać. Szybko ją przytuliłem. Caroline cała się trzęsła. Przestała się już utrzymywać na nogach, więc usiadłem i oprałem się o ścianę. Ona mocno wtuliła się w moją pierś. Starałem się ją jakoś uspokoić, ale nie dałem rady. Zbyt mocno płakała, żebym mógł to zrobić. Myślałem, że sam zaraz się rozpłaczę. Jak można do czegoś takiego doprowadzić?
- Jestem potworem. Harry, jestem potworem. Bardzo brzydkim potworem – zaczęła bełkotać. Zacząłem ją głaskać po głowie.
- Ciii, nie jesteś potworem. Jesteś bardzo ładną dziewczyną. To nie jest powód do płaczu – uspokajałem ją. Caroline trzymała mnie cały czas za rękę. Najbardziej bałem się, żeby nie zrobiła sobie nic z wenflonem i jeszcze tego, że mogłem ją złamać.
               Nie wiem ile dokładnie tam siedzieliśmy. Cisze przerywały pojedyncze chlipnięcia dziewczyny. Nie potrafiłem wydusić z siebie żadnego słowa. Chciałem, żeby ona poczuła we mnie oparcie i bezpieczeństwo. Mogłem ją oddzielić od świata, który ją przerażał. Moim jedynym marzeniem było wtedy zbudowanie dla niej oddzielnego, spokojnego miejsca. Wiedziałem, że było to wbrew wszystkim regułą psychologii, ale miałem je gdzieś.
              W pewnym momencie drzwi do łazienki otworzyły się. Do środka weszła pielęgniarka z sali, w której leżała Caroline. Gdy tylko zobaczyła nas siedzących na podłodze, skrzyżowała ręce na piersi. Była wyraźnie niezadowolona. Spojrzałem na nią błagalnym wzrokiem.
- Pomoże mi pani? – spytałem z nadzieją w głosie. Ona przewróciła oczami i westchnęła.
- Ostatni raz wam na to pozwoliłam – oświadczyła. Ja wstałem, nadal trzymając Caroline. Pielęgniarka złapała za stojak z kroplówką. Wyszliśmy z łazienki. Dziewczyna musiała poczuć, że wracamy, bo jeszcze mocniej się we mnie wtuliła. Bała się ludzi.
                 Może zobaczyła, że nie wszyscy wyglądają jak ona? I chociażby taka mała rzecz jak moda. Kiedy oglądamy filmy, teledyski sprzed wielu lat, ubiór był kompletnie inny. Mógł być to dla niej szok. Wtedy też czułem na sobie wzrok tych wszystkich ludzi, którzy tam stali. Przypatrywali się podejrzliwie Caroline. Ich uwagę przykuły na pewno wychudzone nogi. W tych czasach, mogli pomyśleć, że była kolejną zakompleksioną dziewczyną, która miała anoreksję albo bulimię. Tak naprawdę, była dziewczyną, która odnalazła się po 14 latach i była na skraju wyczerpania fizycznego.
              Weszliśmy do sali, a przy łóżku stał już John.
- Jesteś nieodpowiedzialny – mruknął z niezadowoleniem. Nie odpowiedziałem na jego uwagę. Podszedłem do łóżka i położyłem na nim Caroline. Dziewczyna przestała już płakać, ale od razu spuściła wzrok.
- To ja poprosiłam Harry’ego – zaczęła się jąkać. John przybrał najbardziej spokojny wyraz twarzy, jaki tylko mógł.
- Nie mam do ciebie pretensji – powiedział i poklepał ją po ramieniu. Ona szybko wzięła swojego misia do ręki i mocno go przytuliła. Mężczyzna westchnął i odszedł od niej. Zwrócił się w moją stronę. Był wyraźnie zły z powodu tego, co zrobiłem.
- Chciała iść do toalety – zacząłem tłumaczyć, ale on tego wyraźnie nie chciał słuchać.
- Wytłumaczysz to pani psycholog – mruknął. Wtedy poczułem, że sztywnieję.
- Ona już tu jest? – zapytałem.
- Tak, a w jej towarzystwie policjanci. Nawet nie myśl, żeby stąd wychodzić, a jeśli ona będzie cię stąd wyganiać, to miej ją głęboko w poważaniu. Nie będę ryzykował jej życia. Silnie jej skacze tętno, gdy jej nie trzymasz za rękę, idioto – zaakcentował. Dopiero wtedy zauważyłem, że dziewczyna patrzyła na mnie błagalnym wzrokiem. W dodatku cała się trzęsła i miała rozszerzone oczy. Szybko do niej podszedłem. Usiadłem obok niej i przytuliłem.
           Spojrzałem na Johna z lekkim wyrzutem. Nie powinienem był tego robić, ale byłem zły, że pani psycholog mogła nas rozdzielić.
- Pójdę po nią – powiedział mężczyzna i wyszedł z sali.


~*~
Witajcie! Przybywam z nowym rozdziałem! Jak wam się podoba? Nie powiem, z bólem serca pisałam moment, kiedy Caroline spojrzała w lustro. 
Następny rozdział pojawi się, w zależności od waszego zainteresowania (czytaj komentarze)